wtorek, 20 października 2015

Jak to się kończy?

Powinniśmy być mądrzejsi. To już nie ten wiek, kiedy rozedrgane serce przyćmiewa umysł i podejmuje się masę irracjonalnych decyzji w przypływie impulsu. Jest już przecież inaczej, istnieje bagaż doświadczeń, było się świadkiem niejednego. Widziało się więcej, niż mogłoby się wydawać. Uczestniczyliśmy w tym. Każda sytuacja wywarła piętno, była wypadkową, która ukształtowała nas w określony sposób.

Dlaczego zatem nie widzimy jak to wszystko się skończy? Dlaczego wciąż wierzymy, że będzie inaczej, lepiej, że tym razem się uda? Dlaczego ślepniemy na własne wzorce? I po co nieustannie robimy dokładnie to samo, oczekując innego rezultatu?

Nie ma znaczenia, czy ciągle wybieramy ten sam typ mężczyzn, czy też dajemy szansę jednemu, po raz kolejny. Nie jest istotne, czy wybór wynika z naszego charakteru, upodobań, czy jest wynikiem zbiegu okoliczności. To wszystko już się przecież działo i skończyło się najpewniej naprawdę niefajnie.

Po co robić coś, co nie daje szczęścia? Po co godzić się na coś, co kompletnie nie ma sensu?

Wystarczy zmienić schemat. Pójść inną ścieżką, zrobić coś, co wcale nie było do przewidzenia. I żyć dalej, w zgodzie ze sobą. Ze spokojem. I może też z nadzieją, że ta inna droga sprawi, że rzeczy nagle zaczną się układać. Przecież koniec nie zawsze oznacza rozstanie. Czasem końcem jest zmiana.

2 komentarze:

  1. dobry wieczór, czekam cierpliwie na jakąś notatkę :-)

    -mix

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś tak wychodziło, że wszyscy faceci, ktorzy mi sie podobali, lub bylam w ziwazku, byli z konca listopada i grudnia. Nie zebym soecjalnie pytala o datę, tak wychodziło po prostu. Jednoczesnie byli to tez faceci niemal identyczni (wiek rozny), pod wzgledem charakteru, zachowania i tego w jak spektakularny sposób niszczyli mnie i relację ("kolezanka"-od niej sie zaczynało). Nie wierze w horoskopy itd, ale w taki przypadek jakoś ciężko nie uwierzyć. Chyba zaczne pytać na początku o miesiąc urodzenia. Może to coś zmieni...bo juz brakuje taśmy na sklejanie serca...

    OdpowiedzUsuń